Artystyczna plenerowa sesja ślubna Sylwii i Mateusza w Kampinoskim Parku Narodowym

 

 

Chcę artystyczną sesję w pięknym miejscu

A teraz ręce w górę! Komu podoba się to miejsce na sesję i też chciałby tam z nami pojechać? (bo my z chęcią tam wrócimy) Nic prostszego – wystarczy opuścić podniesione racę, skierować je na klawiaturę i do nas napisać, o tu: https://refleksyjni.pl/kontakt/

Sprawnie fotografujemy

Zaczęliśmy szybko sprawnie i przyjemnie. Czerpaliśmy z pięknych dodatków, w tym wianka! Cieszyliśmy się z szarego garnituru, który fotografuje się przyjemniej niż te bardziej powszechne kolory. Zdolni Młodzi od pierwszego ustawienia załapali o co chodzi w tym całym pozowaniu. Niestety, chmury nad nami szybko stawały się coraz ciemniejsze.

Deszcz i wymuszona przerwa

Pogoda w fotografii jest trochę grą sprzeczności, bo z jednej strony najbardziej deszczowa i najtrudniejsza technicznie, objawia się najpiękniejszymi zdjęciami tuż przed burzą, gdzie całe niebo działa jak jeden wielki softbox maksymalnie zmiękczając światło i jednocześnie wydobywając głębię barw. W wyniku tego warunki są podobne do tych, które mają modelki podczas sesji w studio. Żadnych ostrych cieni. Mamy poczucie, że udało nam się wykorzystać ten moment. Później wspólnie czekaliśmy na kolejną szansę od losu i one też nadchodziły, w krótkich przerwał, ale jednak.

Ludzie z wyczuciem stylu wybierają fotografów z wyczuciem stylu

Podczas oczekiwania na okno pogodowe, utwierdziliśmy się jeszcze w jednej tezie, którą ostatnio w prywatnych rozmowach między sobą wysnuliśmy. Mianowicie trafiają do nas ludzie bardzo świadomi i z wyczuciem stylu. Bez problemu wskazują konkretne style w fotografii, nurty, czy też bardziej zawiłe technicznie sprawy. Ludzie dla których RAWy (format zapisu plików dla zaawansowanych) czy Golden Hour (najlepsza godzina do fotografowania) nie są tajemniczymi pojęciami. Mogliśmy swobodnie mówić fachowymi fotograficznymi terminami i widzieliśmy, że się rozumiemy. Deszcz padał długo, dlatego poruszyliśmy też inne tematy.

Komary – przygotuj się na ich obecność przed plenerem

Jak się okazało, prócz walki z pogodą, równolegle prowadziliśmy jeszcze jedną, trudniejszą, gdzie wróg był cichy i bezlitosny. Komary, bo o nich tu mowa, po podliczeniu wyników w domu, wygrały te batalię 34 ukąszenia do zera. Cierpimy, ale uważamy, że było warto, bo sami się do siebie uśmiechamy widząc efekty tej sesji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *