Jeśli mielibyśmy znaleźć jedno słowo określające ten dzień i ślub, to będzie to „zaplanowane”. Asia i Maciek, jako jedna z pierwszych par, skontaktowali się z nami w momencie, gdy nasze portfolio zdjęciowe nie było jeszcze zbyt duże. Planując oprawę zdjęciową z dużym wyprzedzeniem (do czego w dobie kurczących się wolnym terminów niezwykle zachęcamy), warto poświęcić chwilę na znalezienie odpowiedniego fotografa. Odbyliśmy też jedno dodatkowe spotkanie z Parą Młodą (już bliżej daty ślubu), na którym omówiliśmy najważniejsze aspekty naszej pracy na tym ważnym wydarzeniu. Dzień zaczęliśmy wyjątkowo wcześnie, radośnie objeżdżając remonty spowodowane budową drugiej linii metra w Warszawie. Żeby tego było mało, chodnik przed blokiem Panny Młodej też był wymieniany – na szczęście dzięki prośbom/drobnym prezentom 😉 ofiarowanym robotnikom udało się im skończyć najważniejszy fragment na czas, dzięki czemu mogliśmy bezpiecznie wkroczyć do mieszkania, w którym rozpoczynało się przygotowanie Pani Młodej. To co rzuciło nam się w oczy od wejścia, to mnogość wspólnych zdjęć we wszystkich dostępnych naszym oczom miejscach. Zrobiło nam się też bardzo miło, ponieważ osoby, które mają dużo wspólnych zdjęć, często patrzą na nie innym – bardziej profesjonalnym, surowym okiem i to oto oko wybrało nas w najważniejszej dla siebie chwili. Jednocześnie powierzając nam całość odpowiedzialności, ponieważ podążyli za coraz bardziej widocznym trendem niezakontraktowania obecności filmowców.

Po skończeniu makijażu, przybyciu Pana Młodego w eleganckim trzyczęściowym garniturze i błogosławieństwie, nasze emocje zostały chwilowo schłodzone przez burzę (rozpoczynającą się akurat wraz z wyjściem Pary Młodej z domu). Był to chyba pierwszy deszcz po tygodniach słonecznych weekendów – ale pogody zaplanować się po prostu nie da. Całe szczęście Wolski Kościół Świętego Wojciecha był niedaleko, a deszczowy spacer nie zaburzył pracy sprzętu.

To na co zapewne zwrócicie teraz uwagę to, że często nasze reportaże tytułujemy oficjalnym odmianami imion (aby oczywiście nadać powagi wydarzeniu, jak i samemu reportażowi), w tym wypadku jednak wpisaliśmy Asia i Maciek. Dlaczego? Ponieważ podsłuchaliśmy rozmowę z Kościelnym, w której Młodzi dopytywali się czy mogą tak do siebie mówić na przysiędze, bo tak do siebie zwracają się absolutnie zawsze. To do czego musimy się przyznać to to, że byliśmy tak skupieni na robieniu zdjęć, że nie pamiętamy, co odpowiedział Kościelny ani nawet to jak finalnie powiedzieli do siebie podczas przysięgi ślubnej (wszystkich będących tego dnia w Kościele prosimy o podpowiedź na naszym facebooku). Po Mszy, życzeniach i wspólnym grupowym zdjęciu (najszczersze podziękowania dla Mamy Pani Młodej za pomoc w organizacji i ustawieniu Gości) udaliśmy się do malowniczo położonej sali Magnacka w Nieporęcie nad Zegrzem. Podróż odbyliśmy, a jakże, podczas kolejnej burzy, ale na szczęście ostatniej tego dnia. Tam kolejny raz zrobiło nam się bardzo miło, ponieważ jak każdy gość otrzymaliśmy prezenty – miodki, którymi od razu pochwaliliśmy się na instastories Po pierwszym tańcu udało nam się skorzystać z uroków miejsca i zorganizować dziesięciominutową mini sesję, której efekty prezentujemy poniżej. Nie był to jednak koniec atrakcji – huczna zabawa, fotobudka, niezwykły prezent od gości i jeszcze bardziej niezwykłe emocje towarzyszące obu stronom oraz wieńcząca całość sesja z zimnymi ogniami w gronie przyjaciół.